PO MOIM TRUPIE, CZYLI WAKACJE CZAS ZACZĄĆ

Kiedy w styczniu tego roku zastanawialiśmy się, dokąd tym razem wybrać się na wakacje, opcji nie było zbyt wiele. Jak co roku dość mocno determinował nas budżet – kto żyje od wypłaty do wypłaty, wie o czym mowa. Biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich lat wiedzieliśmy jedno: na samochód i wakacje nad Bałtykiem nie mamy co liczyć. No chyba, że ktoś lubi pchać grata po obcych autostradach albo moczyć dupsko w wodzie przez cały tydzień. I to bynajmniej nie tej wodzie z morza. Ino tej, co nam spada jak ta manna – z nieba!

Na szczęście nasze wspaniałe państwo oferuje nam życiowe ochłapy, tfu bonusy, by nas utwierdzić w przekonaniu, jak bardzo ważni jesteśmy. Zatem z pińset plus, jeśli człowiek ma dość dużo silnej woli i żadnych pilniejszych wydatków, jesteśmy w stanie uzbierać na w miarę sensowne wakacje. Nie zawsze idzie jak trzeba (powiedziałabym, że w większości wypadków, nie idzie), ale wtedy z pomocą zwrotów rocznych „na dziecko” można uzbierać całkiem pokaźną sumkę.  Taka mię refleksja naszła właśnie… co my byśmy bez tych dzieci zrobili? Ani pińcest plus by nie było (na koty chyba jeszcze nie dajom?), ani ulgi „na dziecko”. Dupa blada. Zęby w ścianę i w tysiąca byśmy grali do późnej nocy. Ruskiego!... Read More

Czytaj dalej

MOJA BLOGOWA HISTORIA – 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁABYM INACZEJ

Jak już twarzoczaszka pewnie Cię poinformowała, podjęłam wczoraj heroiczną dla mnie próbę przeniesienia się z Bloggera na WordPress. Jednym nic to nie mówi. Inni uśmiechną się pod nosem. Wiem, wiem, niby nic. Ale dla mnie – stuprocentowego humanisty – to był jednak pewien stres. I kiedy po wszystkim siadłam w końcu w fotelu, zaczęłam rozmyślać nad moją historią blogowania. To już ponad 7 lat. Chcesz wiedzieć, jaka jest moja blogowa historia? Są trzy rzeczy, które zrobiłabym inaczej.

Odkąd pamiętam, uwielbiałam pisać. I wymyślać różne historie. A wyobraźnię, uwierz mi, miałam niczym nieskrępowaną. Nie zliczę, ile razy zostałam prezydentem, walczyłam z rekinami, czy wychodziłam za mąż (podobny stopień ryzyka ;) ). Jak tylko nauczyłam się w miarę sprawnie posługiwać piórem, zaczęłam pisać opowiadania. I zawsze, ale to zawsze miałam problemy z dialogami. Pewnie dlatego większość moich tekstów wylądowała w szufladzie. Jako dziecko peerelu nie miałam stałego dostępu do netu, komputera i podobnych wynalazków. Za to miałam maszynę do pisania…... Read More

Czytaj dalej

JEŚLI URLOP – TO TYLKO Z KSIĄŻKĄ!

Czytanie nie jest modne. W dobie elektroniki, wszechobecnego internetu i  dostępu do rozrywek wszelakich istnieje masa innych zajęć. Podobno o niebo bardziej interesujacych. Na całe szczęście jednak da się w czytelnictwie zauważyć tendencję zwyżkową.

Czy to zasługa popularnej akcji Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka,? A może chęć zaimponowania innym niemodnym hobby? Dość że powoli, powoli coraz więcej osób sięga po tradycyjne książki.... Read More

Czytaj dalej

NA URLOPIE ODPOCZYWAMY!

Powszechnie wiadomo, że człowiek jedzie na urlop po to, by się zrelaksować. Ukoić nadszarpnięte nerwy, oderwać od rzeczywistości, zmienić otoczenie. By było to w pełni możliwe, najlepiej jakby się odciął od internetu, ponieważ Internet na ulopie to samo ZUO!

Nie wierzycie? A jednak. Ledwie człowiek zdoła otworzyć oczy, a już lepka rączka wysuwa się w kierunku telefonu. U tych bardziej uzależnionych w kierunku tabletu bądż laptopa. W ekstremalnych przypadkach delikwent śpi przytulony do klawiatury, a ekran miga mu do snu – budzi się potem co prawda cały w kosteczkach klawiszowych odciśniętych na policzku (delikwent nie ekran), ale kto by się tam przejmował?

O SZKODLIWYM WPŁYWIE DOSTĘPU DO SIECI NA URLOPIE, CZYLI JAK ZAPOMNIEĆ O BOŻYM ŚWIECIE

facebook-social-media-internet
 
A jak już owa lepka rączka dorwie się do sieci, rozpoczyna się szaleńczy taniec zmysłów i paluszków (bez skojarzeń proszę! albo kojarzcie dowoli, w końcu urlopy sprzyjają ;) ). I tak przelatuje tablica za tablicą, post za postem, mail za mailem, wiadomość za wiadomością, godzina za godziną. Też tak macie?
 
O jasna cholera! Jak to się stało, że jest już południe? Zbieram zatem siebie, Potwory tańczące pogo na ścianach nowiuśkiego apartamentu, który wynajęłam za ciężkie złocisze, gadżety plażowe, gadżety lanserskie, telefonik (oczywiście!) i wybiegamy na plażę… wprost w objęcia 9 w skali Beauforta, ulewnego deszczu i przenikliwego zimna.letnia burza
No tak! W amoku pakowania zapomniałam sprawdzić jaka będzie pogoda! Przecież do 14 miało padać.
Skrzydełka nam oklapują. Siadamy każdy na swoim tapczanie i zanurzamy się po raz kolejny w czułe objęcia internetu, by na kilkadziesiąt następnych minut zapomnieć o Bożym świecie. I niestety o sobie nawzajem też.
Internet to ZUO! Pożeracz czasu, wyniszczacz oczu, zjadacz więzi międzyludzkich. Kiedy sobie uświadamiam, że nie zamieniłam z Potworami nawet pół słowa, jest już piętnasta. Szlag!
No trudno, jeden dzień ich nie zbawi. W zasadzie pół dnia. Przecież wstalismy o 9, teraz jest 15, mamy jeszcze mnóstwo godzin wspólnego czasu. Razem. Nie przychodzi mi tylko do glowy, że zachęcone moim milczącym przyzwoleniem Potwory, nie będą chciały spędzać czasu ze mną, bowiem świat wirtualny okaże się znacznie bardziej interesujący. 
Udaje mi się na szczęście przebić przez tę skorupę. Na początek własną, potem Potworną. Zakładamy na siebie piętnaście warstw różnych, sztormiak i sandały (kaloszy zapomniałam, ale przecież i tak w morzu będą brodzić boso, więc co im za różnica?) i udajemy się na plażę.

NA PLAŻY SŁOŃCE PRAŻYurlopowy wypoczynek

No chyba jednak nie. Po dotarciu na plażę (300 metrów asfaltem, turystyczna infrastruktura, 300 metrów przez las) stwierdzamy organoleptycznie, że co prawda padać przestało, ale dziewiątka utrzymuje się jak nic.
Fale pod sufit, połowa plaży gdzieś zniknęła, a zamiast niej wszędzie wylewa się woda – istny armagedon! Potwór Starszy ucieszył się jak prosię w deszcz i od razu rozpoczął eksperymenty. 
Jak daleko poleci z wiatrem rzucony patyk?
Czy da się biec pod wiatr?
Jak szybko da się biec z wiatrem?
Czy jak podskoczy to poleci do chmur?
A może uda mu się położyć w powietrzu?
Prawie się udało. A jak wiadomo, prawie robi różnicę i w ostatniej chwili rymsnął na dziób. Prosto w mokry piasek.
Potworka Młodszego na widok pochłoniętej plaży lekko zatchnęło. Niewątpliwie miał w tym swój udział szalejący wiatr, Syn Młodszy bowiem z racji swej mizernej postury ledwie się na tym wietrze na nogach trzymał.
W pewnym momencie odwrócił się tyłem do szalejącego morza i przekrzykując szum fal zawołał rozpaczliwie:
Mamooooo, mnie od tego wiatru boli brzuch!
 
Jeden krótki rzut oka na jego sino-zielonie lico pozwolił mi stwierdzić, że Potworek dostał choroby morskiej na sam widok szalejącego żywiołu.
Oderwaliśmy zatem Potwora Starszego od eksperymentów i podjęliśmy karkołomną próbę powrotu na salony.
... Read More

Czytaj dalej

CO ZROBIĆ Z DZIEĆMI W WAKACJE?

Nadejszła wiekopomna chwila… Gawiedź odebrała świadectwa, zebrała oklaski, pochwały, nagrody oraz zainkasowała pochwały w papierku, skrzętnie chowając je do portfela, a ten głęboko gdzieś, żebym przypadkiem nie znalazła. Tak na wszelki wypadek. W końcu nie wiadomo, co strzeli mi do głowy na widok „żywej gotówki” walającej się po domu.

Otóż, drodzy Państwo, mamy WAKACJE! Nareszcie! Ponad dwa miesiące niczym nieograniczonej wolności (buhahahahaa), swobód wszelakich wstawania w południe, gnicia w pościeli do późnych godzin oraz chodzenia spać, o której się chce.
Albo niechodzenia wcale. Pełen luz. Zero dyscypliny. Idźmy na żywioł!

WITAJ JUTRZENKO SWOBODY!co zrobić z dziecmi w wakacje

Poniedziałek. Pierwszy dzień urlopu po zakończeniu roku szkolnego. Leniwy jak ulubione pierogi Potworów… Cholera, właśnie sobie przypomniałam, że wygodne czasy obiadów w szkole uległy redukcji na długie 10 tygodni. Trzeba się będzie znów zmóżdżać i kombinować jak koń pod górę, by wymarzony posiłek Synów był nie tylko smaczny, ale i choć odrobinę zdrowy. Znając ich możliwości, mogliby jeść przez owe 10 tygodni li i jedynie naleśniki z nutellą.
Zatem poniedziałek. Pierwszy dzień urlopu po zakończeniu roku szkolnego. Szalona godzina 7 rano (nareszcie nie 5.), o której to do mojej sypialni wtacza się Potworek z hasłem:
Mamo, siku!
 
Co on może ode mnie chcieć? Przecież duży już jest, do toalety sam nie trafi?
No to idź! – wspinam się na wyżyny empatii.
Ale przecież mówiłaś, że mamy dziś badania zrobić.
 
No tak, dobrze że chociaż dzieć pamiętał. Tyle w temacie leniwego poniedziałku, pierwszego po zakończeniu roku szkolnego. Zamiast słodkiego rozgardiaszu i pójścia na żywioł, mamy najbliższe godziny zaprogramowane co do minuty.
Siku w pojemnik, szybki prysznic, błyskawiczne suszenie włosów i sprint do labu, co by się ewentualne bakterie w pojemniczku nie zaczęły mnożyć jak szalone, bo wtedy to nam wakacje szlag trafi na bank.
Zdążyłam. Uff, mamy godzinę 9. Co by tu zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem?

ZAPLANUJMY WAKACJE, czyli co zrobić z dziećmi…wakacje

Odkąd Potwory trafiły w czułe objęcia placówek opiekuńczo-wychowawczych, miesiące letnie są dla mnie czasem wiecznych kombinacji. Kto i ile urlopu weźmie? Kiedy? Co zrobić z pozostałym czasem wolnym kochanych dzieciątek, wszak nie da się wziąć wolnego na całe dwa miesiące, a czasem i dłużej.
Od dobrych kilku lat bierzemy z Mężem urlop na tak zwaną „zakładkę”, rezygnując ze słodkiego tete-a-tete przez 3 tygodnie w roku. Nie mówię, że miało by ono być sam na sam, ale żeby chociaż w ogóle. Tymczasem, jak nam wypadnie tydzień wspólnego urlopu, to jest święto lasu i odpust na ulicach.
W tym roku wspólnego urlopu nie będzie z powodów rozmaitych. Ma to jednakowoż swój plus – Potwory zostaną zaopiekowane niemal w 50% !
 

Jakie bowiem mamy opcje wakacyjne, jeśli nie należymy do jednej z kilku szczęśliwych grup zawodowych, mających wolne miesiace letnie (albo chociaż ich część)?

1. Wspomniany wcześniej urlop – dwa w porywach trzy tygodnie wolne od pracy na zakładzie, przeznaczone na szeroko rozumiany wypoczynek, w praktyce zaś będące orką na ugorze i wymyślaniem codziennych atrakcji znudzonej gawiedzi (o tym dlaczego nie powinno się organizować czasu dzieciom w 100% pozwolę sobie wypowiedzieć się w najbliższym czasie).
2. Dziadkowie względnie ciocie/wujkowie/kuzyni bliżsi i dalsi, ktokolwiek kto będzie w stanie poświęcić swój urlop i wolny czas, by wymyślać jak wyżej. Przyznam, że co roku korzystam z opcji upchnięcia Potworów dziadkom jednym i drugim na cały długi tydzień i jestem im za to dozgonnie wdzięczna (dziadkom nie Potworom), że taką możliwość mam. Całe 2 tygodnie zagospodarowane! (czyli zostaje jeszcze ze 3-4).
3. Półkolonie w szkole. Tak, tak. Istnieje jeszcze taka opcja. Na naszej wsi całe 2 tygodnie. Co prawda w godzinach słabo przystępnych pracownikom fabryki, zawsze jednak można spróbować nagiąć godziny pracy lub wcisnąć Potomstwu klucz na szyję. Niech się uczą samodzielności. I życia.
4. Obozy, kolonie, wyjazdy wakacyjne zorganizowane. Mają to do siebie, że zajmują czas w 100% i drenują portfel rodzica w 200%. Jednak 7-14 dni zaopiekowania Potworów wraz z posiłkami (!!) jest bezcenny. Z tej opcji również w tym roku skorzystamy. Niestety tylko połowicznie, ponieważ Potworek odmówił udziału w takich atrakcjach.
5. Półkolonie stacjonarne. Łączą w sobie zalety punktu 3 (zaopiekowanie) oraz 4 (zajmują czas przez cały pobyt rodzica na zakładzie), a także wadę punktu 4 (drenują portfel rodzica w 200%). Jednak szeroka oferta półkolonijna jest naprawdę warta rozważenia – dla każdego coś miłego: od sportu praktycznie każdej maści, po rozrywki laboratoryjno-plastyczne.
W tym roku korzystamy ze wszystkich tych punktów w różnej konfiguracji. Dzięki temu mam nadzieję, że uda mi się uniknąć różnych nieprzewidzianych sytuacji, a żaden z Potworów nie zafunduje atrakcji „nie do przewidzenia” (tfu, tfu, odpukać w niemalowane, splunąć za siebie i cokolwiek jeszcze innego, co zadziała!)
A Wy jakie macie plany na wakacje?
... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up