ZŁODZIEJ PRZYSZEDŁ NOCĄ

W środku nocy obudził mnie dziwny dźwięk. Ni to dławienie się, ni to mlaskanie. Za oknem było jeszcze ciemno. Ostrożnie zerknęłam na zegarek – dochodziła trzecia nad ranem. Godzina, kiedy tak naprawdę nikt normalny nie wstaje, nie tłucze się po nocy. Zresztą, kto miałby się u mnie tłuc. Potwory od czasów wczesnego dzieciństwa spały jak zabite, koty poruszają się niemalże bezszelestnie, Mąż na wygnaniu, pies… No właśnie, gdzie jest pies?

Odkąd Mąż wyjechał do Miasta Seksu, Biznesu i Kokainy, pies rozpoczął swą krucjatę, mającą na celu zdobycie coraz większego panowania nad naszym nikłym królestwem. Najpierw zawłaszczył łóżko Potworka, potem kanapę w salonie, by stopniowo przekonać mnie ciągłym piszczeniem, że wolę się wyspać niż być konsekwentną. Od jakiegoś czasu (tylko ciii, nie mówcie Mężowi) odgrywamy tę samą komedię co wieczór. Pies idzie pokornie spać na swoje legowisko, by w środku nocy – nie wiedzieć jakim cudem – wylądować w moim łóżku. Pomacałam więc ręką dookoła siebie, tak jak to się robi w poszukiwaniu małżonka w serialach, ale niestety poczułam puste wygrzane miejsce. Ani chybi poszła tropić złodzieja. Bo kto inny mógł panoszyć się w mojej kuchni o trzeciej nad ranem. Stukać garami i wydawać dziwne gardłowe dźwięki.... Read More

Czytaj dalej
Scroll Up