The reason why…

Wczoraj w jednym z komentarzy na facebookowej stronie bloga padło pytanie, po co piszę, skoro rzekomy adresat tego i tak nie przeczyta (tak w dość wolnej interpretacji).

I rzeczywiście zaczęłam się zastanawiać, po co ja w ogóle piszę? Czy rzeczywiście nikt tego nie czyta? I kluczowe – czy mi zależy na tym, żeby ktoś czytał.

Byłabym hipokrytką, gdybym napisała: nie, nie zależy mi, mam to w dupie.
Oczywistą oczywistością jest, że jest mi ogromnie miło, kiedy ktoś na bloga zagląda, czyta, komentuje.
Dlatego między innymi blog ma swoją stronę na fb. Gdybym to miała w poważaniu najgłębszym, nawet bym takiej strony nie zakładała.

Ale jest druga strona tego medalu. Piszę od zawsze.
Mniej lub bardziej składnie.
W mniej lub bardziej chaotyczny sposób – w zależności od jakości emocji jakie mną targają.
Pisanie jest dla mnie formą terapii. Układania sobie rzeczy w głowie. Porządkowania myśli.

Dawno dawno temu pisałam pamiętnik. Przez wiele lat.
Przez kolejne lata pisałam listy. Długie na kilkanaście stron.
I takie też dostawałam odpowiedzi.

Kiedy pojawił się Syn Młodszy zaczęła pisać bloga.
Z czasem jednak pojawiły się na nim treści tak bardzo moje i tak bardzo prywatne, że bloga zamknęłam.
Nie usunęłam go, nadal jest. Bo przypomina…

Potem pisałam maile.
Wiele tekstów do szuflady.
Opowiadania dla moich dzieci.
W końcu tego bloga.

Parafrazując… piszę, bo lubię.
Uspokaja mnie to.
Pozwala spojrzeć na pewne rzeczy z boku.
Dzieki komentarzom poznać inne punkty widzenia.

Podejrzewam, że pisać nie przestanę.
Świata tym nie zmienię, ale przecież nie o to chodzi 🙂

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up