Tworki welcome to…

Syn Starszy dostał w prezencie zegarek. Nie jakiś super wypas znanej marki na G (wszystko na G jest wypasione, wiadomo!), ale całkiem przyzwoity, z bajerami i w ogóle…

Jednym z bajerów jest na ten przykład ikona czterech rybek podświetlająca się w sposób różnoraki i sugerująca (I guess), kiedy na połów owych rybek warto by się wybrać 😉
Ponosił go na wątłej łapce przez TRZY dni. Niecałe. Po czym zadzwonił z lamentem wielkim, że zegarek uprzejmie raczył był zaginąć. Fuck!
Pierwszym z prawdopodobnych miejsc zaginięcia okazała się być sala komputerowa, w której Potwór zakończył wczoraj zajęcia o godzinie 12:30, dając tym samym kilka długich godzin innym na znalezienie i zagospodarowanie zguby.
Biorąc pod uwagę późną godzinę popołudniową oraz fakt, że znajdowałam się akurat u mechanika, a samochód bez kół przebywał na podnośniku (tak, tak, biję rekordy w zminie opon z zimowych na letnie :P, jeszcze trochę na lato będę zakładać zimówki, a na zimę… bógwico), miałam trochę ograniczone możliwości reakcji.
W zamian miałam pełnię możliwości, by powiedzieć wszystkim dookoła, co o nich myślę ze szczególnym uwzględnieniem Męża (było nie dzwonić :P). W okolicy warsztatu wydeptałam natomiast ścieżkę jak wkur.. tygrys w klatce.
Po czterdziestu minutach bezsilnego czekania i wyrzucania z siebie bluzgów wszelakich, pojechałam do szkoły. Szkoła cudem jakowymś była jeszcze otwarta, jednakże dostępu do sali komputerowej nie uzyskałam. Jedyne czego udało mi sie dowiedzieć, to to, że mam pytać rano!

Jak rano, nie zostało sprecyzowane. 
Przeczekawszy mniej lub bardziej niecierpliwie (zdecydowanie mniej jednak :]) noc, pogoniłam Potomstwo skoro świt do placówki opiekuńczo-wychowawczej, po drodze produkując ogłoszenia „dla uczciwego znalazcy bla bla bla”. Opracowaliśmy z Synem Starszym plan i ruszyliśmy na podbój.
Potwór wpadł do szatni przebrać obuwie i czym prędzej wyskoczył z niej tak rozpromieniony, że własnym blaskiem mógłby oświetlić szkołę, naszą wieś, okoliczne większe miasto i co najmniej kilka pomniejszych.
– ZNALAZŁEM!
– Co znalazłeś?
– Zegarek znalazłem!!! – na dowód podsunął mi pod nos znalezisko.
Napięcie jakby zeszło..
Masz głupiego farta synu – poinformowałam Potwora.
– Co to jest fart? – zainteresował się natychmiast. – I dlaczego jest on głupi?
Aaaaa… 

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up