UŚNIJ WRESZCIE!

Kilka dni temu na jednym z blogów przeczytałam bardzo trafną definicję małego człowieka, który ma udać się spać: odwodniony filozof ze słabym pęcherzem, który potrzebuje przytulenia. Zdecydowanie COŚ w tym stwierdzeniu jest. I co gorsza, nie zmienia się wraz z wiekiem potomka. Człowiek patrzy na to snujące się po domu zombie, które ledwo już na oczy widzi i jedyne o czym myśli to UŚNIJ WRESZCIE!

Pamiętam nasze pierwsze wakacje z dziesięciomiesięcznym wtedy synem. Przeszczęśliwi wynajęliśmy pokój w pensjonacie w górach. Jeden. Po co nam więcej? Dziecko małe, szybko zaśnie, damy radę! Jak sobie o tym dziś pomyślę, to mnie pusty śmiech ogarnia: byliśmy tacy naiwni!

KIEDY ON WRESZCIE ZAŚNIE?

kot i mysz
W teorii wszystko jest proste. Będąc w ciąży przeczytałam na ten temat masę książek, poradników i innych. Metoda 3-5-7, 6-9-11, 154-296-351 i pierdylion innych porad. Każda podobno skuteczna w stu procentach. A prawda jest taka, że wszystkie o kant dupy można było rozbić. Dzieć bowiem spać nie chciał. Magiczne miejsce między oczami uciskane z siłą młota pneumatycznego też nie działało. Potwór chichotał szatańsko i ani myślał udać się w objęcia Morfeusza.
Co nam pozostało? Ustąpić pola. Nie mając do dyspozycji drugiego pokoju, a przecież niemowlaka samego nikt przy zdrowych zmysłach nie zostawi, udaliśmy się do… łazienki. Ja na kiblu, Mąż w wannie – czekamy. Mija pięć minut, potem dziesięć, dupa mnie już od tej twardej deski boli, nóg nie ma gdzie wyciągnąć. Nie mówiąc o piwie, co się w lodówce chłodzi. 
Po 15 minutach męczarni uznaliśmy, że chyba JUŻ! Cisza panująca w pokoju tylko nas utwierdzała w tym przekonaniu. Powoli otworzyłam zatem drzwi i oczom moim ukazał się taki oto widok: Syn zwisający do połowy z łóżeczka, całkowicie zasłonięty firanką i wpatrujący się z napięciem w coś za oknem. Na mój widok radośnie zabulgotał w sobie tylko znanym dialekcie i wskazując tłustym paluszkiem na coś za szybą zawołał:
– Ciciaaaa!
 
No tak, na parapecie z drugiej strony okna wylegiwał się tłusty kocur. Od czasu do czasu leniwie majtając ogonem. Ciciaaa… poddaliśmy się i poszliśmy spać. Nie wiem, o której Syn do nas dołączył.

IM DALEJ W LAS

bunt nastolatka
Niestety, niechęć do szybkiego zasypiania nie minęła Potworowi wraz z wiekiem. Co gorsza zaraził nią brata. Potworek co prawda działa na Duracellach, ale bateryjki są na szczęście felerne. Potrafi się bowiem snuć w tę i z powrotem, ale jak już w końcu do łóżka trafi, zasypia w 10 sekund. Tyle tylko, że przed snem odstawia masę rytuałów. Powiedziałabym nawet, że ich liczba rośnie z wiekiem.
Zaczyna się już przy kolacji. Obowiązkowo bajka. Nie ma dobranocki, nie ma mycia. Nie ma mycia, nie ma spania. Zatem na dzień dobry, a raczej dobry wieczór, mamy: ninjago, smoki i inne tornada kreacji. Kiedy po pół godzinie puszczają mi nerwy, obrażony Potworek idzie do łazienki, odgrażając się, że jak wyjdzie to będzie oglądał jeszcze jeden odcinek. Taaa…
Potem następują długie minuty wieczornych ablucji. Mycie, wycieranie, suszenie, piżama i szybki świński trucht przed telewizor. Pogoniony stamtąd z obrażoną miną idzie myć zęby – wcześniej jakoś dziwnym trafem się zapomniało.
Ok, zęby wymyte. Teraz jeszcze pić. Najlepiej herbatki. Spacyfikowany (myłeś zęby!), zadowala się wodą. Na oko jakimś litrem, pitym powoli, by nie przeciążyć broń Thorze żołądka. W trakcie następuje dyskusja na temat dowolny. Im bardziej abstrakcyjny, tym lepiej – dłużej potrwa.
Wkurzona na maxa odsyłam potomka do wyra. Ale, ale… roleta nie spuszczona, łóżko źle pościelone, książka krzywo leży, muzyka nie ta. Kiedy WRESZCIE już temat mamy ogarnięty, Synu przypomina się, że przecież on po tym litrze wody to musi do… toalety.
I wszystko zaczyna się od nowa…
 

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

8 myśli na temat “UŚNIJ WRESZCIE!

  • 27 września 2016 o 23:55
    Permalink

    Miałam nadzieję, że czym skorupka za młodu nasiąknie…A tu proszę. My również borykamy się z późnym chodzeniem spać naszych dzieci, o czym również piszę, i dlatego nieraz pozostaje mi jedynie noc na moje sprawy, czego efektem bywa chroniczne niewyspanie mamuśki, rozliczne choroby itp…A może trzeba się do tego przyzwyczaić? Sama już nie wiem…

    Odpowiedz
    • 28 września 2016 o 06:45
      Permalink

      Ja się właśnie ostatnio zaczęłam zastanawiać, czy da się odzwyczaić od spania w ogóle. Bo te kilka godzin, które uskuteczniam, to trochę mało. A Syn Starszy ma coraz bardziej zawiłe pytania wieczorami.

      Odpowiedz
  • 12 stycznia 2017 o 21:58
    Permalink

    Hahaha opis idealnie pasuje do mojej już teraz pięciolatki. Od niemowlaka był problem z zasypianiem i trwa niestety do dziś. Tzn do położenia się spać, bo jak już się położy to zasypia „w mgnieniu oka”. Natomiast synek jest jej dosłownym przeciwieństwem. Mimo, ze ma niecałe 5 miesięcy to zasypia bez problemu i śpi przeważnie całe noce. 😉 Zatem chyba wszystko zależy od dziecka, bo każde jest innym małym człowiekiem. 🙂

    Odpowiedz
  • 14 stycznia 2017 o 13:29
    Permalink

    Trójka moich dzieci nauczyła mnie, że walka z tym co i tak z góry skazane jest na porażkę nie ma sensu. Moje dzieci chodziły o różnych porach spać, często późnych, ale zgodnych ze swoim rytmem, a ja musiałam to w końcu zaakceptować. Każde inne, więc wpychanie ich do te samej ramki rzeczywiście mija się z celem.

    Odpowiedz
    • 16 stycznia 2017 o 11:46
      Permalink

      Dokładnie. Ja mam dwa zupełnie różne typy – ale to jak z każdym innym małym czy też dorosłym człowiekiem 🙂 Jeden jest sową, drugi rannym ptaszkiem i trzeba to zaakceptować.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up