WALCZ O SWOJE MARZENIA!

Jednym z moich największych marzeń, które „żyje” ze mną ponad trzy dekady, jest wydanie własnoręcznie napisanej książki. Odkąd pamiętam, pragnęłam zobaczyć swoje nazwisko na okładce, a książkę na półce w każdej księgarni. Większość ludzi ma takie marzenie, które kiełkuje nieśmiało, my je z uporem maniaka upychamy w kieszeni, zamiast stawić światu czoło. A co jeśli powiem Ci: walcz o swoje marzenia!?

Moje marzenie rosło razem ze mną. Jako niepiśmienny jeszcze dzieciak tworzyłam w głowie historie, budowałam postacie, gadałam sama do siebie. Dookoła mnie zawsze żyły „osoby”, które sama stworzyłam. Prowadziłam z nimi dość zaawansowane dialogi, sprzeczałam się gwałtownie i przepychałam na argumenty. Taaak, głosy w mojej głowie… Brzmi jak z „Lśnienia”? 😉 Gdyby moje dziecko siedziało pod stołem w salonie i zawzięcie ze sobą dyskutowało, modulując głos na różne sposoby, zaprowadziłabym je chyba do lekarza. Takiego od głowy 😉

A MOŻE JEDNAK NAPISAĆ KSIĄŻKĘ?marzenia

Kiedy byłam jeszcze w szkole podstawowej, pisanie opowiadań sprawiało mi ogromną frajdę. Na pewno sporo większą niż nauczycielce polskiego, która musiała się przebijać przez te naście stron rękopisu (od zawsze miałam słowotok i byłam płodna 😛). Składałam sobie zatem słowa w absurdalne wręcz połączenia i odczuwałam taką satysfakcję, jakbym co najmniej pretendowała do nagrody Nike. I zdobyła ją!

Myśl o napisaniu własnej, osobistej książki zakiełkowała we mnie, kiedy trafiłam do liceum. O mój Thorze! Cóż za grafomańskie dzieło wówczas powstało. Szkoda pieca, by w nim tą wątpliwej jakości literaturą palić. Ale opowiadania nadal pisałam niezłe 😉 Pod warunkiem, że nie było w nich dialogów.

AD ACTAgazety

Pierwsza napisana przeze mnie książka trafiła zatem do kosza. Takiego na śmieci. Albo wala się gdzieś u rodziców w piwnicy (mama, właśnie wrzuciła na grzbiet dres i leci szukać – mogę się założyć 😉 ). Mam nadzieję, że nie! Z napisaniem kolejnej czekałam niemal piętnaście lat. Można rzec, że moje marzenie nabrało mocy urzędowej. I stało się niemal pełnoletnie.

W tak zwanym „międzyczasie” zdążyłam wyjść za mąż, powić dwa potworne Potwory i zabić dwa blogi. Trzeci ma się jeszcze całkiem nieźle i może w końcu będzie tym, na którym zbiję fortunę 😉

Trzy lata temu w zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach przyrody moje marzenie marnotrawne powróciło ze zdwojoną siłą. I zapuściło korzenie. Co więcej – również zaczęło się rozmnażać. I tak oto w bólach powiło dwa dziecięce opowiadania. Całkiem niezłe swoją drogą. Serio. Nawet Potworom  się podobały.

Marzenie zaś dostało skrzydeł i stwierdziło, że to jest jego czas! Tu i teraz! I ono teraz zostanie zrealizowane. I wiecie co? To rzeczywiście był ten czas! Moje marzenie zaczęło rosnąć, stawiać pierwsze kroki. Ale niestety… potknęło się i wylądowało w szufladzie. Dziś, po trzech latach, zaczęło nieśmiało wychylać łepek z szuflady domagając się realizacji 🙂

Także… jakbyście znali jakiegoś wydawcę zainteresowanego podrapaniem marzenia za uszkiem, walcie jak w dym! Niech ma marzenie chwilę swojej chwały, bo… będę o nie walczyć! Dość leżenia na dnie 🙂

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

27 myśli na temat “WALCZ O SWOJE MARZENIA!

  • 4 kwietnia 2017 o 22:02
    Permalink

    Kiedyś w takie opowiadanie bym nie uwierzył aż tu nagle przychodzi koleżanka i opowiada, że córka znajomej, którą wszyscy znamy wydała książkę i zgarnęła nagrody. Szok, zdziwienie, szczęka się po podłodze toczy … toż to skromna, miła farmaceutka … Miałem takie marzenie – powiedziała, kiedy nas odwiedziła.

    Odpowiedz
  • 5 kwietnia 2017 o 21:58
    Permalink

    Jak to czytam to trochę jakbym czytała o sobie 😉 U mnie podobnie od małego pisałam i opowiadania i wiersze. Książki zaczynałam pisać parokrotnie i parokrotnie kończyły gdzieś w kartonach. Ale marzenie wciąż pulsuje w głębi serca i mam nadzieje, ze niedługo coś wykiełkuje 🙂

    Odpowiedz
  • 5 kwietnia 2017 o 23:25
    Permalink

    Masz tutaj jednego kibica więcej! Mam nadzieję, że się uda. Też uważam, że trzeba walczyc o swoje

    Odpowiedz
  • 6 kwietnia 2017 o 21:00
    Permalink

    Warto spełniać swoje marzenia. Trzymam kciuki za Twoją książke

    Odpowiedz
  • 6 kwietnia 2017 o 23:09
    Permalink

    Jeśli napiszę, że trzeba wierzyć w marzenia i szukać szansy ich spełnienia to będzie banał. Tak to każdy głupi potrafi.
    To napiszę, że jeśli sama będziesz z odpowiednią determinacją i bez wymówek poszukiwała szansy na realizację marzenia, to dopniesz celu. Czasy dziś takie, że ilość zakrętów niezbędnych do przebycia w drodze do wydania książki uległa zredukowaniu. Ale pójdę dalej i życzę Ci, by oprócz wydania, książka była poczytna jak cholera i znikała z półek jak DVD z najnowszymi ćwiczeniami Anny Lewandowskiej. Tylko pamiętaj, gdy zjawię się na autorskim spotkaniu, wpiszesz mi się do książki poza kolejką, dasz zaprosić na kawę i jeszcze za tą kawę zapłacisz jako wzięta autorka poczytnych książek. Idziesz na to?

    Odpowiedz
    • 10 kwietnia 2017 o 10:55
      Permalink

      No niech będzie, choć myślałam, że to będzie zaszczyt dla Ciebie, gdy mnie zaprosisz na kawę 😉

      Ps. Dziękuję 🙂

      Odpowiedz
      • 10 kwietnia 2017 o 11:53
        Permalink

        Być, będzie z całą pewnością. Kawa z atrakcyjną kobietą, wziętą pisarką, już widzę te zawistne i pełne zazdrości spojrzenia wszystkich mężczyzn wokół. Czego mogę chcieć więcej. Tylko abyś jako dobrze prosperująca autorka poczytnych książek przejęła na siebie ciężar uregulowania rachunku. Tyle walki, czas aby w końcu ro równouprawnienie zaczęło wchodzić w życie. Ty kawę, ja kolacje.

        Odpowiedz
          • 12 kwietnia 2017 o 15:17
            Permalink

            20 zł???!!! Przyszła poczytna i doskonale zabezpieczona finansowo pisarko wziętych powieści sensacyjnych i erotycznych z życia wziętych, gdzie Ty mnie zamierzasz przepraszam zaprosić na tę kawę? Na dworzec główny w kartonowy kubeczek na trzecim peronie?
            Kawa, znaczy mam na myśli Czifaniego róg Avenue i 92, bo ma się rozumieć gdzieś w okolicach będziesz firmowała swoje powieści. Do kawy obowiązkowo dolicz coś słodkiego, bo jak prawdziwy i szanujący się mężczyzna uwielbiam słodkości i jeśli kawa to koniecznie z. U Czifaniego mają ciastka o bajecznie zniewalającym smaku prosto spod ręki najlepszego cukiernika w okolicy Versaczego, który terminował u samego mistrza Dolcziikabany w Mediolanie. Może nazwiska mi się nieco porąbały, ale tanio się nie wykpisz.
            Faktycznie blisko Ci do Poznania. Jezu! Co oni z wami tam robią. Najbardziej zatwardziałe reżimy nie lasowały tak umysłów jak Poznań.

          • 18 kwietnia 2017 o 10:00
            Permalink

            Na trzecim to by było burżujstwo! Dworzec letni, peron 4b – góra. Z termosu naleję 😛

  • 7 kwietnia 2017 o 12:35
    Permalink

    Powiem Ci, że zazdroszczę tego zapału. Miałam dokładnie tak samo – w podstawówce kilkunastostronnicowe opowiadania, w gimnazjum blog z opowiadaniami i konkursy, w liceum pisałam poezję, prace na olimpiady. Kochałam to do tego stopnia, że poszłam na polonistykę. Teraz, przebywając w gronie wybitnych ludzi, mam coraz większą świadomość jak niewiele wiem i jak mała jestem. Co więcej, zupełnie straciłam radość pisania i czytania. Dlatego chcę jak najszybciej skończyć te studia, oderwać się od hermetycznego literackiego kręgu i odzyskać zapał, który Ty teraz masz. Powodzenia 🙂

    Odpowiedz
    • 10 kwietnia 2017 o 10:57
      Permalink

      Heh, smutne jest to, że studia zamiast w człowieku rozbudzać ciekawość, działają wręcz odwrotnie. Przez jakiś czas żałowałam, że nie poszłam na polonistykę, ale potem mi przeszło.

      Odpowiedz
  • 9 kwietnia 2017 o 01:01
    Permalink

    Nie ważne ile Pani czeka z realizacją marzenia, ważne, że dalej istnieje! Zawsze lepiej je mieć nawet nie zrealizowane ;P Osobiście też mam takie pełnoletnie cele, które się za mną ciągnął 😉 Co do wydania książki trzymam za Pani kciuki z wydawcą, czy bez (bo i tak można, ale wiadomo zjada to ogrom czasu).

    Odpowiedz
  • 10 kwietnia 2017 o 20:50
    Permalink

    Karolina jak wpleciesz kilka medycznych terminów do tych opowiadań to może pewna Sylvia się zainteresuje 😉
    A tak na serio, to całkiem realne marzenie – w czasach crowdfundingu i selfpublishingu to jest do zrobienia. „Tylko” musiałabyś o to zawalczyć 😉 W sumie jakbyśmy wszystkie uruchomiły nasze kontakty zawodowe, to ja myślę, że efekt mógłby być całkiem obiecujący 🙂 Tylko rzuć hasło 😉

    Odpowiedz
  • 28 kwietnia 2017 o 20:41
    Permalink

    Super! Trzymam kciuki. A może sama zostaniesz swoim wydawcą?:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up