POKAŻĘ CI, JAK SIĘGNĄĆ GWIAZD!

Jestę blogerę (hahaha), piszę wpisy. Krótkie historie o wszystkim i o niczym. Ale wiesz, jak to jest z tym pisaniem? Czasem człowiek (mówiąc nowomową) ma „takie flow”, że pięć wpisów na blog trzaska w pół godziny. No dobra, z doborem obrazków i innych niech będzie godzina. Albo dwie. Ale sam tekst płynie spod palców jak natchniony. Czasem zaś siada, chce, wie, że powinien i dupa. Nic, pustka w głowie kompletna. Weny brak.

Wena to zdradziecka bura suka jest, która dopada człowieka dokładnie wtedy i tam, gdzie dopaść go nie powinna. Pod prysznicem na ten przykład. No pomyśl, przecież to zupełnie nie na miejscu. Siedzi sobie człowiek nagutki jak go Pambuk stworzył, a tu bach! Jest wena!

DOPADŁA CIĘ WENA? UCIEKAJ!ucieczka

Albo przy porannym joggingu za psem. Nie, nie, nie z psem. Za psem! Mówisz, że godzina 4 to nie jest rano? Masz całkowitą rację! To godzina dobra do udoju krów, a nie do latania jak kot z pęcherzem za psem, któremu się zebrało na poranne harce.

Pal licho, jeśli wena dopadnie człowieka na zebraniu w korpo. Tworząc w głowie treści rozmaite, można się co najwyżej zapatrzyć cielęcym wzrokiem na jakiegoś dyrektora (fajnie jak przystojny!). Jeśli odbierze to opacznie… nie wiadomo, co prawda co z tego wyniknie, ale jak się w porę otrząśniesz, wielka krzywda się nie stanie. No chyba, że rzeczywiście przystojny, a ty masz ochotę na… a nie, o wenie miało być.

Gorzej, jak zaczniesz tworzyć historie podczas okładania drugiej istocie mordy na treningu. O, wtedy to może być niebezpiecznie nawet. Człowiek się zamyśla, litery jak szalone układają się w słowa, słowa w zdania, zdania w akapity… Trach! Lewy sierpowy (zawsze gorszy do obrony!) dopada niespodziewanie twojej szczęki albo kości policzkowej i przestajesz widzieć słowa. Ba, nie widzisz nawet pojedynczych liter…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Widzisz gwiazdy! I to nie jedną, nawet nie dwie. Nie jakiegoś Justina Bibera. Czy inną Chodakowską. Nawet nie Dżorża Kluneja. Widzisz cały nieboskłon gwiazd! I wszystkie są twoje. Na wyciągnięcie ręki!

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

27 myśli na temat “POKAŻĘ CI, JAK SIĘGNĄĆ GWIAZD!

  • 28 marca 2017 o 20:57
    Permalink

    Ostatnio miałam załamanie weny. Miałam tyle pomysłów, gdy nie siedziałam przed laptopem,a jak już zabierałam się do pisania to PUSTKA, totalna czysta kartka i zero inwencji twórczej czym ją zapełnić. Pomału wraca, pobudzona wiosennym słoneczkiem 🙂

    Odpowiedz
    • 31 marca 2017 o 12:02
      Permalink

      Jej, mam tak samo. Siedzę i nic. Po prostu pusto. Nic mi się w głowie nie rodzi, nic nawet nie kiełkuje. To jest dramat. Czuję się wtedy kompletnie bezmyślna!

      Odpowiedz
      • 31 marca 2017 o 12:03
        Permalink

        Zupełnie niepotrzebnie się tak czujesz. Frustruje to bardzo, ale na szczęście dość szybko przechodzi. Słoneczko na zewnątrz i już człowiek ma + 100 % energii, weny i pomysłów 🙂

        Odpowiedz
  • 28 marca 2017 o 21:17
    Permalink

    Ja miewam przebłyski świadomości w nocy, w takiej ciemnej nocy co to gdy chcesz korpus obrócić na drugą stronę, bo pod pałką z IKEA jest twój smartfon i chcesz choćby pomysła zanotować na przyszłość to rzucasz się jak waleń na łóżko nic nie widząc, stracasz z taboretu termos i trzy butelki z proszkiem, budzisz dwójkę dzieci i męża i jak juz wszyscy zaczna krzyczeć to wtedy właśnie myślisz sobie Fu*k….

    Odpowiedz
    • 30 marca 2017 o 22:14
      Permalink

      No żesz… ja mam to samo. Leżę jak decha, na siłę cisnę powieki, a przed oczydłami szeregi liter się układają. Napinam się jak żołnierz na warcie, żeby to wszystko spamiętać… rano siadam i lipa. Amnezja totalna. Cóż poradzić, że najbardziej płodna (jakkolwiek to zabrzmi) jestem w nocy 😉 Rzecz jasna blogosfery nie podbiję, bom leniuch i miast zarywać te gwiaździste noce, najpierw kołaczę się po łóżku i zapycham dziurawą pamięć urywkami migawek, a za dnia bębnię palcami nie po klawiaturze, a „pustej” po głowie…

      Odpowiedz
    • 31 marca 2017 o 12:03
      Permalink

      Dołóż jeszcze 2 koty i psa i przybij piątkę 😀 Albo marzysz o ciszy… a tu nagle kot urządza Wielką Pardubicką przez mieszkanie. Budzi psa, który równie chętnie rzuca się w pościg… a potem już tylko zbierasz co pospadało 😉

      Odpowiedz
  • 28 marca 2017 o 21:29
    Permalink

    Nieeee, to ja jednak nie chcę sięgnąć gwiazd 😀 Ale co do weny, to skubana jest bezczelna. Noc, kładę się spać, jestem padnięta… a że nie zasypiam od razu, to załącza mi się myślenie. Myśli skaczą po głowie i nagle… WENA! A ja nie mam siły podnieść się, żeby zapisać co lepsze pomysły. Myślę: „Zapamiętam”. Ehe. Jasne. Budzę się rano i zastanawiam się, o czym to miałam nie zapomnieć. Cholera, zapomniałam!

    Odpowiedz
  • 30 marca 2017 o 22:00
    Permalink

    Kilka dni temu w któreś z gazet wpadł mi wywiad z polskim kryminało pisarzem Mrózem. Starasz się mnie namówić na polskich autorów plus ten wywiad, więc może, bo przemawia do mnie to co powiedział. Mianowicie, chłop twierdzi, że nie wierzy w żadną wenę. Pisanie traktuje zadaniowo. Siada do pisania codziennie od 9.00 do 14.00 i od 18.00 do 23.00. Pisze i niczym w tym czasie sobie nie przerywa. Żadnymi telefonami, fejsem, przeglądaniem stron. Pisze, choć czasem ma świadomość, że powstający tekst nie jest zbyt dobry i pewnie i tak trzeba będzie sporo usnąć. Ale pisze. Może tak trzeba?
    Jeśli mam być szczery, też nie wierzę w wenę. To słowo wytrych. Wierzę natomiast w pomysł. Kiedy jest dobry temat, który chwyta, pisanie mknie z płatka. A gdy tematu w głowie brak, to z pustego i Salomon nie naleje.

    Odpowiedz
    • 30 marca 2017 o 22:04
      Permalink

      Żeby potem nie było na mnie – Mroza nie polecałam i polecać nie będę. Męczyłam się przy nim, nie kupuję jego osoby samej w sobie i tego dziwnego piaru też nie. Plus w książkach ma błędy rzeczowe, so.. dla mnie jest niewiarygodny. Żeby się chociaż super czytało, ale nie..

      Odpowiedz
  • 31 marca 2017 o 13:24
    Permalink

    haha :d genialny wpis! poprawilas mi humor 🙂 zaciekawilas mnie juz tytulem, zastanawialam sie o czym bedzie a tu taka niespodzianka, no a z wena jest tak jak piszesz, najczesciej przychodzi w najbardziej nieoczekiwanych momentach 😉

    Odpowiedz
  • 31 marca 2017 o 22:50
    Permalink

    świetna metoda na gwiazdozbiór ;-). A z tą weną to rzeczywiście prawda…u mnie najczęstrza w łazience 😉

    Odpowiedz
  • 1 kwietnia 2017 o 09:03
    Permalink

    Haha, Uśmiałam się 😀
    Ale to szczera prawda z ta weną!
    Mnie zwykle dopada w łóżku przed snem, wiesz taki moment kiedy jeszcze nie śpisz ale już się nie chce wstać :-p

    Odpowiedz
    • 5 kwietnia 2017 o 08:31
      Permalink

      Czasem mi się zdarzy jeszcze co nieco w tel zanotować, ale zazwyczaj mówię sobie: zapamiętam! Yhyyyy…

      Odpowiedz
  • 3 kwietnia 2017 o 22:18
    Permalink

    hehe 🙂 Skąd ja to znam 🙂

    Odpowiedz
  • Pingback:POKAŻ TWARZ! NIE, POKAŻ CYCKI! - Wariacje (nie zawsze) na temat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up