What about…?

Szaleństwo około komunijne powoli dobiega końca. Bardzo powoli.

Jeszcze tylko jakieś 3-4 dni tzw. białego tygodnia (zapowiedź była tu), czyli długich minut popołudniowych spędzonych w wiadomym miejscu.

Jeszcze tylko kilkadziesiąt minut wyrywania sobie z zębów długopisów, kartek, notatek przy okazji wybierania zdjęć.

Jeszcze tylko kilkadziesiąt siniaków zarobionych podczas tłoczenia się  przy jednym małym laptopie celem oceny, czy film z uroczystości wart jest nabycia.

Jeszcze tylko…

A no właśnie – jeszcze tylko PREZENT.

Potwór dostał bowiem całe morze książek wszelakich (chwała Darczyńcom!) i kilka złociszy. Te ostatnie spowodowały, że od kilku dni trwa intensywna rozkmina, co też można by sobie kupić. Takiego wyjątkowego. Szczególnego. Niespotykanego. I tylko dla Potwora.

Koncepcje były rozmaite.

Od kłada, przez komputer, telefon, majnstorma i wakacje na Malediwach. Z czasem jednak do Potwora dotarło, że złociszy może nie starczyć, a on jednakowoż chciałby mieć coś zupełnie innego niż wszyscy. Coś na co normalny rodzic w normalnych okolicznościach za nic by się nie zgodził…

I tak oto dnia wczorajszego przy okazji wieczornych ablucji (wtedy Potworom zawsze wpadają GENIALNE pomysły do głowy) Syn Starszy wykrzyknął niczym Archimedes, podobnież tkwiąc w wannie: WIEM!

– Co wiesz? – zapytałam nieuważnie, nie przewidując niezapowiedzianych atrakcji. Moja wina, że nie skupiłam się dostatecznie. Może udało by się zdusić pomysł w zarodku, a tak…

– Wiem, co sobie kupię w prezencie!

– Oho, cóż takiego?

– Kupię sobie domek dla zwierzątka! – oznajmił Syn dumnie.

– Dla jakiego zwierzątka? (w uzupełnieniu dodam, że mamy 2 koty i jednego patyczaka, drugi nie wytrzymał napięcia i zszedł był w zeszłym tygodniu).

– No zwierzątka – odpowiedział Potwór i rozwinął wypowiedź. – Skoro to jest prezent komunijny, to nie możecie mi odmówić. To ja sobie kupię domek dla zwierzątka. No i to zwierzątko oczywiście.

– A jakież to będzie zwierzątko? – przeczucia miałam wręcz straszne. Całkiem słusznie, jak się okazało.

– No przecież WĘŻA oczywiście!

Aaaa, no tak… oczywiście!

Zapomniałam.

Głupia ja,

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up