WIOSNA WKRACZA RADOŚNIE, A DUPA ZIMOWO ROŚNIE

Nareszcie nadeszła wyczekiwana przez wszystkich przez ostatnie pół roku wiosna. Co prawda nie wjechała na białym koniu z fanfarami i wszystkimi tymi atrakcjami, ale jest! Jest, jest, jest! A wraz z nią pojawiły się, typowe dla tej pory roku, dylematy – jak tu pokazać zarośnięte po zimie cielsko bliźnim.

Jeśli należycie do tych wybrańców losu, co ich leżenie na kanapie i pożeranie tony ciasteczek, deserów, czekolady i innych zimowych smakołyków nie rusza – szczerze zazdroszczę! Niestety, ja mam z tym zdecydowany problem i zazwyczaj sezon zimowy kończę z kilkoma kilogramami na plusie. Wiosna wkracza radośnie, a mi po zimie ciągle dupa rośnie. Jak żyć?

KOLOROWA PRASA REMEDIUM NA CAŁE ZŁOkilogramy

Jakiś czas temu popełniłam na ramach jednego z portali pewien wpis, który idealnie wpasowuje się w niniejszą tematykę. Nie będę go przytaczać w całości (wszak roboty Wujka Gugla zaraz by wykryły sabotaż 😉 ), ale co lepsze fragmenty pozwolę sobie zaczerpnąć.

Otwierając co rano internety atakowana jestem niemalże bez przerwy hasłami typu: „10 sposobów, które pozwolą ci zrzucić zbędne kilogramy”, „Dlaczego nie mogę utrzymać wagi?”, „Schudnij z nami 5 kilogramów w miesiąc”. Ja nie wiem, czy oni ze mną mieszkają i wiedzą, jak wyglądam? Przecież to niemożliwe, by wykryli mój wygląd po li i jedynie ciasteczkach (nomen omen)!

Co więcej, zupełnie nie wiem dlaczego, te kolorowe nagłówki są przekonane o tym, że odpowiednio niska waga da mi ogrom szczęścia, powodzenia i radości. Osobiście wolałabym dostać 37 milionów dolców, no ale wiadomo – każdemu według zasług! Na szczęście trend na bycie chudą zołzą powoli zaczyna odchodzić do lamusa. Teraz na tapecie jest zołza nieco bardziej przy kości. A najlepiej wysportowana, zdrowo pożerająca dobre zielsko i prowadząca aktywny tryb życia.

NOWE TRENDY CIESZĄ NIE TYLKO OKOtłuścioszek

Przyznam, że te nowe trendy cieszą nie tylko moje oko, ale też działają jak balsam na skołataną duszę. Dlaczego? Ponieważ nie robią wody z mózgu! Oczywiście pod warunkiem, że potrafimy zachować umiar. Ktoś powie, że przesadzam. Ale nie, jednak nie…

Kiedy miałam dziesięć lat, usłyszałam zdanie, które właściwie na całe życie wryło mi się w pamięć i zdeterminowało wiele późniejszych wyborów. Osoba z rodziny, z pozoru życzliwa, patrząc na mnie z niesmakiem powiedziała:

Jesteś taka tłuściutka, chyba powinnaś się już zacząć odchudzać, bo co z ciebie wyrośnie?

Nie byłam gruba, nie. Byłam normalnym, dobrze wyglądającym dzieckiem. Ani za grubym. Ani za chudym.

Jednak ta opinia i idące za nią potakiwania osób z towarzystwa sprawiły, że zaczęłam postrzegać siebie jako tłustego wieloryba. I nawet zejście do wagi grubo poniżej normy tego postrzegania nie zmieniło. Musiało minąć dobrze ponad 15 lat zanim udało mi się uśpić demony. Uśpić, nie pokonać. Bo z demonem wagi jak z alkoholizmem – zostaje z człowiekiem na całe życie. Dlatego tak bardzo cieszy mnie fakt, że już nie chude wieszaki są w modzie, a piękne, zdrowo wyglądające kobiety.

DLACZEGO TO SOBIE ROBIMY?waga

Kobiety mają tendencję do przesadnie surowego oceniania własnego ciała. No poważnie, pokażcie mi faceta, który pręży się przed lustrem w tę i z powrotem w poszukiwaniu cellulitu, zmarszczek, wyimaginowanych fałdek na brzuchu, czy obwisłego tyłka. Facet, nawet jeśli ma zaawansowaną lustrzycę – niezorientowanych w terminologii odsyłam tutaj – będzie się upajał swoim wyglądem twierdząc, że kochanego ciała nigdy za wiele. A kobieta?

Parę tygodni temu byłam świadkiem takiej oto sceny: wchodzę do przymierzalni w jednym z sieciowych sklepów. Młoda dziewczyna, może mieć najwyżej dwadzieścia parę lat, przymierza spodnie. Zasłonka przebieralni jest odsłonięta. Ogląda się w lustrze z niesmakiem, dotyka bioder, ud. Widzę jej pełen obrzydzenia wzrok. W końcu odwraca się do stojącego przed kabiną chłopaka i mówi: jestem za gruba, spójrz na te tłuste uda, te ohydne łydki, ten wielki zad. Chłopak obojętnie wzrusza ramionami, bo i co ma jej powiedzieć. Mogę się założyć, że te rozmowy toczyli setki razy. Kobiety nie przekona nic. Nawet to, że nosi rozmiar ubrań najwyżej 34. Bo na pewno nie więcej.

POKOCHAJ SIEBIE NA WIOSNĘ!wiosna

Ja wiem, że ciężko jest pokochać samą siebie, swoje ciało – zwłaszcza jeśli ma się słabą psychikę i kiepskie poczucie własnej wartości. Zwłaszcza jeśli ciało odbiega od jedynego słusznego rozmiaru, a mediami rządzą programy typu Tapmadl, w których młodzi ludzie sprowadzani są do kawałka mięsa, które trzeba obmacać przez „zakupem”. Zwłaszcza jeśli przyszła wiosna, a spodnie dziwnym trafem przestały być dopasowane – znaczy aktualnie pasują tylko do wysokości łydek. Przynajmniej moje.

Ale na litość boską! Przecież te parę dodatkowych kilogramów (często gęsto wyimaginowanych) nie odbiera nam atrakcyjności. Bo atrakcyjność jest w głowie! Serio serio. W sposobie mówienia, poruszania się, w gestach, słowach. Jeśli masz poczucie, że jesteś mądra (jesteś!), wykształcona, seksowna – masz całe bogactwo tego świata! I to, że dupa rośnie, nie powinno w ogóle mieć znaczenia. Mój Thorze, teraz rośnie, potem zmaleje – takie prawa natury 😉

A poza tym, jak to mówiła Julka w Jedz, módl się i kochaj (tak wiem, chuda jędza!):

Faceta nie obchodzi, jak wyglądasz bez ciuchów. Po prostu chce się z tobą przespać. Nie myśli o twoich niedoskonałościach, tylko o tym, że w jego łóżku leży naga kobieta. Poza tym, nie na darmo wymyślono regulatory światła. One są naszymi sprzymierzeńcami.

Także tego… atrakcyjność to rzecz względna. Cieszmy się wiosną! 🙂

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

59 myśli na temat “WIOSNA WKRACZA RADOŚNIE, A DUPA ZIMOWO ROŚNIE

  • 22 marca 2017 o 21:56
    Permalink

    Ja tam nie wiem, dlaczego kobiety się tak katują, są tak zafiksowane na punkcie wagi i ciągle gadają, że mają tu boczki, tam tłuszczyk, gdzieś jeszcze są za mięciutkie, że muszą schudnąć, zgubić parę kg, czy cm. Pomijam nadwagę powstałą w wyniku chorób etc. Ale jak można dopuścić do otyłości bez większego wpływu czynników chorobowych? No dobra, jestem chudą jędzą. Ale żeby nie było, mam niedoczynność tarczycy (wiem, że w niektórych przypadkach łatwo nie jest), do tego mam i skłonności (genetyczne) do tycia tu i ówdzie… Ale dbam o siebie… Ruszam się, odżywiam racjonalnie, czyli jem dużo warzyw (znaczy dobrego zielska) i odpowiednią ilość błonnika, nie jadam sztucznych słodyczy, ani przetworzonej żywności i… akceptuję siebie. 🙂 Kocham wiosnę. 🙂

    Odpowiedz
    • 23 marca 2017 o 09:29
      Permalink

      Gosia, moim zdaniem chodzi głównie o zdrowy tryb życia. Nie ma nic złego w zjedzeniu ciastka. Ale jeśli ktoś opycha się chipsami i popija to colą, to trudno się potem dziwić, że figura nie trybi 😉

      Odpowiedz
  • 23 marca 2017 o 12:35
    Permalink

    Atrakcyjność mamy w głowie. <3 Ja to tam jeszcze uważam, że atrakcyjne jest poczucie humoru i błyskotliwość na przyklad. Albo zdolność rozmawiania na głębokie tematy. Ruszać się i jeść zdrowo warto – katować się nie warto, bo to już na pewno nie jest na zdrowie.

    Odpowiedz
  • 23 marca 2017 o 20:53
    Permalink

    O to, to, wspaniałe zakończenie! A tak na serio, to niedługo będę się bała otworzyć lodówkę, bo jeszcze tam wyskoczy mi pizdylion powodów, dlaczego powinnam odrzucić gluten,cukier, sól, w ogóle pieczywo, mięso, owoce,a najlepiej to żebym nie jadła nic, bo wszędzie GMO. Szlag mnie trafia, kiedy ktoś (fejsbuki, blogaski, ip.) z uporem maniaka twierdzi, że jak nie przejdę na superdietę to umrę. No ludzie, ja chcę żyć w spokoju!
    Mam gdzieś wszystkie diety, GMO i gluteny. Jem to, na co mam ochotę. Co ciekawe żyję, dobrze się mam i nie jestem spasioną świnią. Pozdrawiam wszystkich maniaków katorżniczej mordęgi by być „fit”. Chociaz bardziej to trendy, a nie fit…

    Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 01:07
    Permalink

    Facet niby nie widzi krągłości tylko nagie ciało boskiej mnie – Venus, ale jak szukał pilota 20 minut a okazało się, że moje pośladki go przywłaszczyły bez konsultacji ze mną to dostałam kije do Nordic walking….

    Odpowiedz
    • 24 marca 2017 o 13:09
      Permalink

      Well… po grzyba Ci w sypialni tv, ja się pytam? 😉 A kije się przydadzą! Można nim delikwenta pogonić… do szafki po ciastka 😀

      Odpowiedz
      • 24 marca 2017 o 23:06
        Permalink

        hahaha…sypialni nie mam od kiedy drugi dziec mi sie urodził, można rzec, że śpimy gdzie się da. Ja najczęściej z drugorodną bo jest ciepła, miękka i zawsze się cieszy jak mnie widzi.

        Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 04:46
    Permalink

    Ciocia dała do wiwatu? … pamiętam … chociaż to sto lat temu było … ciekawe bo sama to raczej puszysta, pewnie przy Twojej pomocy leczyła swoje kompleksy …
    niestety, bywa że w złą porę wypowiedziana kwestia zapadnie w pamięć na całe życie
    mnie w tym temacie (nadwagi) nic nie rusza (czego i Tobie i innym Paniom życzę), jem i piję co jest pod ręką … najwyżej zrobię parę kilometrów więcej, ale śpię spokojnie, lustro duże, z pewnością się w nim zmieszczę w każdych okolicznościach
    uwierz, męskie oko nie szuka wystających kości … a kobiece i tak jest krytyczne

    Odpowiedz
    • 24 marca 2017 o 13:11
      Permalink

      No z rodziną to dobrze na zdjęciach podobno (jak się człowiek zmieści 😉 ). A luster nie posiadam.. na całe szczęście 😉

      Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 10:58
    Permalink

    Już dość dawno rzuciło mi się w oczy pewne spostrzeżenie dotyczące prasy kobiecej. Często przeczy ona sama sobie. W ogromie artykułów o kobietach sukcesu, atrakcyjnych. Wśród niezliczonej ilości fotek kobiet pięknych, powabnych, zgrabnych, szczupłych, wymuskanych, gdzieś zwykle upchnięty, znajduje się artykuł z gatunku „Uwierz w siebie kobieto”. Zawsze mnie to bawi, bo jak ta niepewna siebie kobieta ma uwierzyć w swoją moc przeglądając 100 stron z ciałami bez skazy. Po przeczytaniu krótkiego artykułu pseudo motywującego chyba jej się nie poprawi, a wręcz odwrotnie.

    Co do kobiet wieszaków zaś, chyba nigdy nie święciły tryumfów wśród zwykłego chłopstwa. Problem w tym, że nie wiedzieć czemu, odzież prezentuje się na takich wyścigowych modelach dużo korzystniej niż na kobiecie, nazwijmy to, standardowych rozmiarów. Stąd i na wybiegach chuderlaki.
    Opieram się w tym momencie wyłącznie na swoim osądzie, który mi podpowiada, ze kilka nadliczbowych kilogramów nie stanowi problemu. Jeżeli kobieta zachowuje kobiecość, powab, sprawność, czuje się ze swoim ciałem dobrze, w relacji damsko męskich (o innych nie mogę się wypowiedzieć) bije od niej pewność, to nadwyżka jest niezauważalna. Byle się nie zapuścić, co wcale nie jest związane z kilogramami. Ale, mam świadomość, że co bym nie powiedział to pewnej grupy Pań nie przekonam. Zawsze będą z troską i niezadowoleniem spoglądać w lustro.

    Odpowiedz
    • 24 marca 2017 o 13:13
      Permalink

      Dlatego najlepiej pozbyć się lustra 😉

      Co do prasy zgadzam się, choć nie czytuję. Nudzi mnie przeglądanie tysiąca tak samo zrobionych kobiet. Albo zastanawianie się, jak to możliwe, że kobita ma 7 dych na karku i ni jednej zmarszczki na czole. Osobiście straszę lwią zmarszczką i biada tym, co mnie na botoks namawiają.

      Teoria mówi, że modelki są takie chude, bo materiały drogie 😉 Ale kto to tam wie.

      Odpowiedz
      • 24 marca 2017 o 15:25
        Permalink

        Skoro nie botoks, to może chociaż liposukcja? Albo przynajmniej lekkie podniesienie kącików ust?
        Lustra zaś nie wyrzucaj. Trzeba tylko przetrzeć szmatką i dostrzec w nim fajną laskę, nie demony. Lustro niczemu nie winne.

        Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 11:16
    Permalink

    Oby więcej takich tekstów w internetach. Kobiety same sobie to robią, same na siebie patrzą nieprzychylnym okiem i same w sobie widzą wady. Facet z wielkim brzuchem pręży się niczym paw w ogrodzie Saskim i nie przyjdzie mu nawet na myśl aby coś z nim było nie tak.

    Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 16:59
    Permalink

    powiem tak, jak takie coś jak u mnie w organizmie szaleje i … hormon się nazywa, to zrzucenie zbędnego balastu graniczy z cudem :/ niestety 🙁

    Odpowiedz
    • 28 marca 2017 o 09:49
      Permalink

      A tak, znam to szaleństwo niestety 🙁 Z chorobami nie dyskutuję, zwłaszcza hormonalnymi, bo za mała jestem na to 🙁

      Odpowiedz
      • 28 marca 2017 o 13:55
        Permalink

        ehhh kiedyś gdy jeszcze hormony mi nie szalały ważyłam prawie 30kg mniej, teraz powoli oswajam się z moim nowym ciałem, ale lekko nie jest 🙁

        Odpowiedz
        • 31 marca 2017 o 12:00
          Permalink

          Miałam taki czas w życiu, że 10 kg nabiło mi w tydzień. W kolejne 2 następne dziesięć. Nie jadłam prawie nic, a waga szła w górę jak obłąkana. I nie mam pojęcia do dziś dlaczego. Jak już mi się udało to zrzucić (bo zaczęło spadać równie nagle), przestało szaleć. Ale akceptację miałam zerową.

          Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 22:32
    Permalink

    Polecam absolutną abstynencję medialną. Zamknąć pudło tv w szafie, względnie wywalić na śmietnik albo zrobić sobie z niego kwietnik. Prasy kobiecej w ogóle nie tykać (całą listę powodów by tu wymieniać). Efekt? Człowiek od razu szczęśliwszy…

    Odpowiedz
    • 28 marca 2017 o 09:50
      Permalink

      A wiesz, że ja tak robię? A mimo to skubane treści się jakość pod drzwiami przedzierają. Prasa kobieca nie ma do mnie wstępu – drzew mi szkoda. Poza przekartkowaniem i tak nic z nią nie zrobię, a jako papier do pieczenia się nie nadaje 😉

      Odpowiedz
  • 24 marca 2017 o 23:01
    Permalink

    E tam trzeba mieć na czym usiąść. Trendy są dobre dla lanserów. Z 10 rzeczy „naj” jedynie klikam te o książkach.

    Odpowiedz
  • 25 marca 2017 o 16:54
    Permalink

    Na szczęście z trendami jest tak, że się zmieniają. Były modne blondynki, potem brunetki, znów blondynki. Chude szczapy, a teraz fit dziewczyny a nawet modelki plus size. 🙂 Też mnie to cieszy, bo chudość to nie jest mój stan naturalny. A nawet najmniej szablonowa sylwetka może wiele zyskać, jeśli kobieta będzie zadbana i ładnie ubrana. Tym się pocieszam po pochłonięciu pół litra lodów. 😉

    Odpowiedz
  • 27 marca 2017 o 08:46
    Permalink

    Masz ortografa: „a mi po zimie ciągle dupa rośnie. Jak żyć?” – powinno być „jak rzyć”   🙂

    Odpowiedz
  • 27 marca 2017 o 09:11
    Permalink

    Nie wiem, czy zauważyłaś, ale, mimo wyzierających zewsząd (nawet przecież u mnie o tym było) zachęt, by akceptować siebie, wciąż trwa takie trochę społeczne przyzwolenie na używanie nieprzyjemnych epitetów określających wygląd. Owszem, to już się nie tyczy osób z nadwagą, bo wszystkie wieloryby, słonie i tak dalej są krytykowane (w sensie, że ich użycie jest krytykowane), lecz uznajemy, że osoby chude można nazwać wieszakiem, szczapą czy szkieletem. A przecież dla tych osób to również jest krzywdzące… I trochę zawiewa hipokryzją. Zauważyłaś to? 🙂

    Odpowiedz
    • 28 marca 2017 o 09:57
      Permalink

      Masz rację. Żaden z epitetów oceniających nie jest miły i przyjemny w odbiorze. A jednak ludzie szafują nimi na prawo i lewo. Mam wrażenie, że w odniesieniu do osób szczupłych folgują sobie czasem nawet bardziej, bo przecież „bycie chudym nie boli”.

      Odpowiedz
  • 28 marca 2017 o 04:40
    Permalink

    Karola- niby heheszki, ale jest o demonach, które nie usypiają..damn, dziewczyno my to chyba mamy sporo wspólnego. Ale twarde z nas babki! :*

    ps. Tak, sezon na #ojapierdolejużjestwiosnaaDUPAurosła uważam za otwarty! Dzisiaj na fitach zabrakło sprzętu 😀

    Odpowiedz
  • 28 marca 2017 o 16:47
    Permalink

    Auć ten komentarz. Bolesny. Czasem ktoś coś tak głupiego bezmyslnie (albo z rozmysłem) palnie, a w nas to zostaje. Czasem na zawsze. Za to komentarz na koniec genialny „po prostu chce się z tobą przespać” 😉 I sprawa załatwiona 🙂

    Odpowiedz
  • 1 kwietnia 2017 o 12:41
    Permalink

    Zgadzam się, że atrakcyjność zaczyna się w głowie i trzeba siebie akceptować, ale też tutaj trzeba być ostrożnym, żeby nie popaść w bezkrytycyzm – bo jednak wytrwałość i dbanie o siebie w takim dobrym, zdrowym sensie to też bardzo dobre cechy kształtujące charakter i uważam, że warto je w sobie rozwijać 🙂

    Odpowiedz
  • 4 kwietnia 2017 o 21:39
    Permalink

    Całkiem dobrze to rozumiem. Jak byłam dzieckiem to Tata mówił do mnie moja Kluseczko.No i co ja sobie myslalam? Że jestem grubą kluchą i całe życie n diecie

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2017 o 23:03
    Permalink

    Gdy zobaczyłam tytuł tekstu, pomyślałam „o, to o mnie!”, natomiast w trakcie lektury „o, to do mnie”… No masz rację – karcimy same siebie, a kilogram czy dwa (albo pięć) nie robi dramatu. Piszę to teraz, kiedy tytuł Twojego tekstu odnosi się do mnie niestety w 100%…

    Odpowiedz
    • 6 czerwca 2017 o 08:24
      Permalink

      Ja mam obecnie chyba najwięcej kg w dupsku w życiu. Nie jest to dla mnie komfortowe, ale cóż zrobić. Jeśli się nie da zmienić natentychmiast – trzeba pokochać.

      Odpowiedz
  • 5 czerwca 2017 o 23:15
    Permalink

    Cały problem w tym, że ludzie atrakcyjni są też lepiej oceniani. I wynika to po prostu z praw rządzących naszą psychiką a nie czyjegoś widzi mi się. Stąd szczuplejszym i ładniejszym łatwiej 😉

    Odpowiedz
    • 6 czerwca 2017 o 08:24
      Permalink

      I tak, i nie. Obstawałabym jednak przy tym, że to kwestia dbania o siebie, charyzmy, poczucia własnej wartości.

      Odpowiedz
  • 6 czerwca 2017 o 12:32
    Permalink

    Jak ja Cię lubię za ten tekst 😉 Kilogramy kilogramami, ale to głowa jest zawsze najatrakcyjniejsza 🙂 Wesoła uśmiechnięta zadowolona z siebie pulchna kobieta – patrz na mnie – nie ma problemów z niczym jeśli kocha siebie.

    Odpowiedz
    • 12 czerwca 2017 o 08:56
      Permalink

      Renata, ja bardzo długo, wręcz lata całe, walczyłam z czymś, co nasi sąsiedzi nazywają Essstoerungen. Naprawdę kupę czasu zajęło mi dojście do tych wniosków 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up