ZŁOTA GODZINA

Jest taka złota godzina, w której nie bardzo wiadomo, co można zrobić. Jak to pisała jedna z polskich autorek – zbyt późna do udoju krów, a zbyt wczesna do udoju freelancerów. W oryginale było architektów, ale nie należy się ograniczać. Większość freelancerów o tej godzinie raczej kładzie się spać, niż wstaje. Ona jednak była inna. Z uśmiechem na ustach zrywała się na pierwszy dźwięk budzika, a często i długo przed nim. Przynajmniej przez pierwsze trzy dni tygodnia. Z każdym kolejnym to zrywanie było coraz powolniejsze. W okolicach piątku wstawała nadal chętnie, acz przeciągała moment, ile pozwalało sumienie. Zazwyczaj nie pozwalało na wiele. W końcu złota godzina jest tylko raz na dobę.

Dlaczego złota, w zasadzie nie wie. Można ją też nazwać „magiczną” – to taka godzina, którą jedni uwielbiają, inni nienawidzą. Nie ma kolorów pośrednich. Żadnego odcienia szarości. Jedynie czerń i biel. Noc i świt. Zima i lato.

SZÓSTA NAD RANEM – ZŁOTA GODZINA

Dla niektórych bardziej szósta rano, dla innych środek dnia, dla znakomitej większości jednak – środek nocy. Dla niej był to czas, w którym była najbardziej efektywna. Mogła przenosić góry. Jak już wstała. Otwierała oczy i czuła wewnętrzny przymus. Jak doskonale zaprogramowany robot wstawała, szła do łazieniki, potem do kuchni, po drodze sypiąc wszystkim zwierzętom chrupki do misek. Tylko zdrowy rozsądek powstrzymywał ją przed nasypaniem ich również Mężowi. Najlepiej do łóżka. Żeby sprawdzić, czy jest księciem na ziarnku grochu. Raczej nie był. Żaden ksiażę tak nie chrapie. Na bank!

W łazience najczęściej naciągała na grzbiet, co było pod ręką. Nie zawracała sobie głowy makijażem i wymyślną fryzurą. Przynajmniej nie w tych dniach, kiedy od rana nie miała spotkań. Ani tych realnych, ani tych bardziej wirtualnych, online. Mogła przecież pomalować się o dowolnej porze dnia (lub nocy). Kiedy tylko przyszła jej ochota.

Tym razem też narzuciła na siebie dres, grube wełniane skarpety – wrześniowe poranki były już dość chłodne i od podłogi ciągnęło nieprzyjemne zimno. Nie wyobrażała sobie jednak, by zamykać okna. Założyła obszerną bluzę męża, narzuciła kaptur i dała się pochłonąć czeluściom komputera. Od tego momentu, aż do chwili, kiedy zadzwonił budzik, nastawiony na pobudkę synów, nie było jej dla świata.

Nie zarejestrowała nawet, kiedy mąż wstał. Zazwyczaj nie następowało to przed 8 rano. Tym razem jednak musiał mieć jakiś pilny wyjazd, bo tuż przed siódmą wszedł do kuchni odstrzelony jak stróż w Boże Ciało. Garnitur, koszula, buty wypastowane tak, że można się było w nich przejrzeć. Podejrzewała, że napluł na nie i wypolerował z zapałem – w żaden inny sposób nie dałby rady osiągnąć tego efektu. Rozsiewał dookoła siebie zapach Armaniego. Człowiek sukcesu jak nic. Zapinając spinki przy mankietach rzucił na nią przelotnie okiem.

– Dzień dobry, kochanie – powiedział odruchowo, a potem zatrzymał się gwałtownie i przyjrzał się małżonce dokładniej. W oczach błysnęło mu rozbawienie. – O, widzę, że moja bizneswoman dziś w formie. Zamierzasz pracować w tym dresie cały dzień?

– Oczywiście – odparła bez mrugnięcia okiem, odrywając się od ekranu monitora i wdzięcznym ruchem odwracając do męża na obrotowym krześle. – Nie mam dziś żadnych spotkań.

– Nawet online?

– Do tych nie zamierzam się przebierać.
– To jak chcesz się ludziom na oczy pokazać? Przecież to nawet nie jest twój dres, tylko mój.

– Nie przewiduję takowych rozmów – uśmiechnęła się i zaczęła prowokująco rozpinać bluzę. – A nawet jeśli, to po prostu siądę przed ekranem i zrobię to, co teraz…

Powolnym ruchem rozpięła do końca zamek i wdzięcznie zrzuciła dres. Oczom osłupiałego Męża ukazała się piękna elegancka bluzeczka z kołnierzykiem.

– Yyyy, czyli po prostu rozbierzesz się przed ekranem? – zapytał zmieszany.

– Jak będzie trzeba, to dlaczego nie – uśmiechnęła się filuternie i z zapałem wróciła do pracy. Była pewna, że Mąż przez pół dnia będzie się modlił o to, by nikt jednak nie zadzwonił na Skypie 😉

Karolina

Pani Matka. Żona. Pracownik na Zakładzie. Z trudem ogarniam i tak niełatwą rzeczywistość, mając na pokładzie dwa Potworne Potwory, dwa jeszcze bardziej Potworne Koteły i na dodatek Patyczaka. Mąż bywa również, a jakże... z doskoku.

Jedna myśl na temat “ZŁOTA GODZINA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up